Spostrzeżenia z obserwacji pszczół miejscowych na terenie Limanowszczyzny

        Pszczelarstwem zajmuje się od 60 lat, z czego około

40 poświęciłem selekcji i hodowli pszczoły miejscowej,

która na naszym terenie istniała od bardzo dawna i była

bardzo ceniona, o czym świadczy wydanie przez okupanta

niemieckiego w 1943 roku zarządzenia zabraniającego

wprowadzania na nasz teren pszczół obcych. Zmorą

dzisiejszego pszczelarstwa krajowego, jak i światowego,

jest masowe ginięcie pszczół, a zjawisko to nie jest nam

znane, gdyż nasza pszczoła ma niebywałe zachowania,

które długo obserwuję. Aby to zilustrować podam przykład.

Ogromnym zaskoczeniem dla mnie było, gdy na początku

maja 2012 roku założyłem wychów matek w bardzo silnej i

osieroconej rodzinie. Podkarmiona rodzina otrzymała

wtedy 20 larw w miseczkach matecznikowych, z czego

pszczoły przyjęły tylko jedna larwę, nie zakładając żadnych

mateczników ratunkowych na własnym czerwiu.

Po zasklepieniu całego czerwiu, matecznik odebrałem i

poddałem następną serię larw. Pszczoły przyjęły tylko dwie.

Z obserwacji innych rodzin, w których do ramek pracy

wkleiłem paski węzy trutowej, ku mojemu zdziwieniu

pszczoły odbudowały niewielką liczbę komórek trutowych,

które zalały miodem. W dalszej części ramki pszczoły

odciągnęły komórki pszczele, które matka chętnie

zaczerwiła na robotnice.

Częstym zjawiskiem u opisywanych pszczół jest utrzymywanie przez pszczoły po dwie matki w jednej rodzinie przez prawie cały rok i co jest interesujące obie czerwią na jednym plastrze. Takie przypadki obserwowałem w 2015 roku w trzech rodzinach, kiedy cicha wymiana pojawiła się w lipcu, a matki wciąż widziałem do wiosny2016 roku. Z uwagi na prace hodowlane, jakie podejmuje, w tym ocena morfometryczna, która jest ważną ich częścią, matki z cichych wymian częściowo zagospodarowałem oraz podarowałem koledze. Przez cały sezon żadna rodzina nawet w najmniejszym stopniu nie wpadła w nastrój rojowy, pomimo, że przy nienajlepszej pogodzie były „dziury pożytkowe”. W 2017 roku te same okoliczności powtórzyły się, a rok był bardzo skąpy. Wtedy doszedłem do wniosku, że pszczoły miejscowe są mało rojliwe i doskonale zorientowane o zbliżających się dla nich ciężkich czasach.

Inne moje spostrzeżenia świadczą o dużej sile i pracowitości naszych krainek. Kiedyś obserwowałem moich starszych kolegów pszczelarzy prowadzących duże pasieki oraz kultywujących rodzinne tradycje. Pamiętam że podczas przygotowań pasiek do wywozu na pożytek spadziowy, zostawili oni w gniazdach uli wielkopolskich tylko po 7 plastrów i wstawiali zatwory. Dlatego podobnie uczyniłem w 2015 i 2016 roku, kiedy był u nas obfity pożytek spadziowy. W 20% stanu mojej pasieki zostawiłem w gnieździe tylko po 8 plastrów wielkopolskich i okazało się, że z rodzin

tych uzyskałem o około 20% większe

zbiory miodu niż z tych pozostawionych

na 10 plastrach w gnieździe. W ulach

pszczół nie brakowało, a nad rodnią

miały po dwie nadstawki na miód.

W 2015 roku spadź była z przerwami i

utrzymywała się prawie przez trzy

miesiące. Niektóre z rodzin wytworzyły

nawet po 100kg miodu. W 2016 roku

spadź była tylko przez 6 tygodni, mimo

to zbiory miodu były bardzo dobre.

Nasze pszczoły radzą sobie dobrze z

zimowlą na spadzi. W 2015 roku

pożytek spadziowy pojawił się jeszcze

we wrześniu, więc i pszczoły weszły w

zimowlę z dużymi jej zapasami.

Wiosną pszczoły wcale nie były

osłabione, rozwijały się dobrze i w 2016

roku już na początku czerwca, kiedy

pojawiła się spadź, intensywnie ją

znosiły, co przy innych pszczołach

byłoby niemożliwe. Szczególna moją

uwagę przykuły pszczoły, które w 2015

roku zostały odkryte na strychu pobliskiego domu. Pszczoły zadomowiły się tam po wyjeździe za granice właściciela budynku. Wspólnie z kolegami przyglądaliśmy się tym pszczołom, które przypominały  nam naszą krainkę. W 2016 roku udało nam się pobrać próby pszczół, a następnie wysłać do laboratorium badan morfologicznych. Wyniki badań potwierdziły zgodność rasową odpowiadającą naszym pszczołom. Po tym fakcie w 2017 roku koledzy wydobyli rodzinę z budynku i mogli ją lepiej obserwować. Pszczoły miały spory zapas miodu spadziowego, na którym zimowały, co im w ogóle nie przeszkadzało, a trwało to co najmniej trzy lata. Co ważniejsze, na pszczółkach nie było widać silniejszego porażenia warrozą. Rodzina została osadzona w ulu dennicą higieniczną, aby  można było je obserwować pod kątem obecności roztoczy. W czasie lata osyp był minimalny, a we wrześniu i październiku osyp dzienny nie przekraczał dwóch sztuk. Testowo rodzina dostała zazimowana bez żadnych zabiegów przeciw warrozie. Udało się od tej rodziny  odchować matki-córki, z czego trzy są u mnie. Dwie matki nieunasienione podłożyłem do rodzin, a jedną do ulika weselnego. Matki w rodzinach zaczęły czerwić od 13 lipca. Zgodnie z przeznaczeniem dennicy higienicznej, umieściłem w nich zasiatkowane tacki z podkładkami, aby można było liczyć Varroa. Rodzin tych nie potraktowano  żadnym środkiem przeciw warrozie. Po 15 sierpnia w jednej rodzinie spadło na dennicę niewiele  roztoczy, które podałem oględzinom pod lupą. Okazało się, że część z nich jest okaleczona. Rodzinę odymiłem dopiero w połowie września. Spadło wtedy około 150 sztuk Varroa destructor, a po ponownym odymieniu w połowie października, kiedy w gnieździe nie było już czerwiu, spadło mniej niż 100 roztoczy. W drugiej rodzinie osypało się naturalnie kilka sztuk Varroa, a po odymieniu -około 15 sztuk. Matkę z ulika weselnego poddałem do rodziny dopiero w październiku, z decyzją o jej obserwacji dopiero na wiosnę. Dużą zasługą naszych pszczelarzy oraz pracowników Instytutu Zootechniki i Instytutu Ogrodnictwa – Zakładu Pszczelnictwa w Puławach, Krajobrazowego Centrum Hodowli  Zwierząt oraz Pasieki Hodowlanej Sądecki Bartnik jest utworzenie na terenie dwóch gmin (Dobra i Tymbark) rejonu hodowli zachowawczej dla naszej miejscowej  pszczoły car Dobra.  Nad całością prac hodowlanych w roli stada wiodącego nadzór sprawuje Pasieka Hodowlana Sądecki Bartnik. Zdając relację[i] dotycząca naszej pszczoły, chciałbym zaznaczyć, że środowisko naturalne nie bardzo opłaca się zmieniać, a obecne straty rodzin w pasiekach spowodowane są w dużej mierze błędami hodowlanymi. Moim  zdaniem jest to skutek ingerencji w genotypy poprzez nieświadome wprowadzanie mnogości ras i linii, a co jest gorsze, nieposiadających żadnego określonego wzorca rasowego. Takie postępowanie podyktowane komercją jest pozbawione szacunku i niweczy ciężką pracę prawdziwych hodowców. Na zakończenie dodam, że odkąd zacząłem selekcję pszczół, moja praca jest nagradzana  .Podczas, gdy inni stracili rodziny, my nadal mamy i pszczoły, i miód, a moja pasieka pomimo  mego podeszłego wieku liczy 70 pni i ma się dobrze.

Jerzy Smoter

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now